ONE DIRECTION NIE ISTNIEJE.
Siedziałam w zimnym i zgaszonym samochodzie z rękami na kierownicy.Zerknęłam na zegarek-19:52.Gdzie oni kurwa są? Czekałam na Lou i Zayna,którzy mieli przyjść i dołączyć do mnie 7 minut temu.Zatrąbiłam klaksonem i jak na zawołanie z mieszkania wybiegła dwójka moich przyjaciół.
Lou był współzałożycielem gangu,starszym ode mnie o 2 lata.Naprawdę bardzo go lubiłam i zawsze pytałam się go o radę w ważnych dla mnie sprawach. Był zabawnym i miłym chłopakiem.Pomijając handel narkotykami,pobicie paru osób...Dobra,ale na to nie zwracajcie uwagi...A może zwracajcie? Dobra,nie zwracajcie.
Natomiast Zayn...Zayn był tajemniczą osobą.Znaliśmy się od dziecka i bawiliśmy się razem lalkami.Pamiętam jakby to było wczoraj.Malik też był miły i w ogóle,ale był troszkę bardziej agresywny niż Tomlinson...
A ja? Ja byłam przewodniczącą tego całego gówna w które ich wpakowałam,ale oni zarzekają się,że kochają tą robotę i przy okazji mnie też.No cóż...Niech robią co chcą,dziećmi nie są,chociaż czasami trudno w to uwierzyć.
Nasz gang był wyjątkowy,ponieważ nie zażywaliśmy dragów.Naprawdę! Może ciężko to pojąć,ale tak było.Nasze życie polegało tylko na sprzedawaniu tego świństwa,aby inni za swoją gwarantowaną śmierć płacili nam niezłe sumki.
Lou i Zayn wsiedli do samochodu.
-Co wyście tam kurwa tyle robili?-jęknęłam niezadowolona odpalając auto i wjeżdżając na pustą ulicę z parkingu-Mieliście tu być 7 minut temu!
-No sorry szefowo,ale tak wyszło...-usprawiedliwiał się mulat,ale po chwili zapytał-Gdzie dziś jedziemy?
-Do tego klubu,kilka przecznic stąd-ciągnęłam-Dzisiaj żadnej roboty,mamy sporo kasy,więc robimy sobie mały urlop, za kilka dni przyjmiecie zamówienia,jasne?
-Więc dzisiaj tylko chlanie i ruchanie?-zaśmiał się Lou.
Nie odezwałam się tylko jechałam dalej.Czasami miałam wrażenie,że moje życie jest piękne...No bo nie musiałam praktycznie nic robić,bo chłopaki odwalali za mnie całą robotę,a ja tylko ich pilnowałam,miałam kasę,przyjaciół...Czego chcieć więcej?
Zatrzymałam się przed nieźle wyglądającym klubem przed którym stało dwóch ochroniarzy,których bardzo dobrze znałam.Wyszliśmy z samochodu,po czym podeszliśmy do mężczyzn pokazując im wejściówkę.Skinęli lekko głowami i wpuścili nas do środka.Momentalnie uderzył we mnie zapach alkoholu,dymu papierosów i spoconych ciał.Skręciłam w prawo i kazałam chłopakom iść do jakiejś sofy,aby zajęli miejsca,a ja pójdę po jakieś drinki.Podeszłam do barku i od razu zauważając mnie,młody kelner,którego jeszcze tutaj nie widziałam,obsłużył mnie i po chwili szłam w kierunku przyjaciół.
-Ok...Mam dla was po piwie,a dla siebie wzięłam drinka i mam jeszcze coś...-powiedziałam pokazując 3 kieliszki i małą butelkę wódki-Po jednym shotcie?
Usiadłam i nalałam do naczyń alkohol.Przechyliłam jednym ruchem kieliszek i poczułam jak palący płyn wyżera mi gardło.Chłopaki kontynuowali rozmowę,a ja nie wiedziałam co robić.Nie miałam dzisiaj szczerze mówiąc ochoty na zabawę.Oświadczyłam,że idę potańczyć i odeszłam od przyjaciół.
Przebiegłam wzrokiem po parkiecie i podeszłam do całkiem niezłego chłopaka.
-Chcesz potańczyć?-zapytałam,będąc pewną siebie.
-Jasne-zmierzył mnie wzrokiem i złapał za rękę ciągnąc w głąb ocierających się o siebie ludzi.Zatrzymał się w miejscu i położył dłonie na moich biodrach.Zaczęłam poruszać się w rytm muzyki.Mój plan był standardowy-potańczyć,zapytać czy chce mały numerek,zabawić się i wrócić do chłopaków.Jednak nie myślałam,że tego wieczoru będzie inaczej.
Nie przerywając tańca rozglądałam się po wnętrzu.Mój wzrok padł na grupkę kolegów,którzy byli z pewnością ode mnie młodsi.Aż natknęłam się na wysokiego,dobrze zbudowanego chłopaka,który popijał piwo i się śmiał.Miał kręcone włosy i ubrany był w białą koszulkę i czarne,bardzo obcisłe rurki.Szczerze mówiąc był lepszy niż ten z którym właśnie planowałam wspólny wieczór.
Szepnęłam mojemu towarzyszowi,że muszę iść i bez wyjaśnienia kierowałam się w stronę grupki znajomych,gdzie znajdowała się moja "ofiara".
-Chcesz zatańczyć?
Nie usłyszał mnie,więc ponowiłam moje pytanie trochę głośniej.Zerknął na mnie,odmówił i odwrócił się do kolegów.Wkurzyłam się trochę,bo pierwszy raz ktoś mi w tej sprawie odmówił.Może jest gejem?Nie,na pewno nie jest.Nic nie mówiąc odeszłam zniechęcona do stolika przy którym siedzieli moi przyjaciele grając w coś na fonie Lou.
-Kurwa-powiedziałam zajmując miejsce obok Malika.
-Co jest Cara?-spytał ostrożnie Tommo.
-Nic,tylko po prostu jakiś chłopak nie chciał potańczyć i teraz się bardzo dziwnie czuję-zaśmiałam się na moje słowa.Gadałam jak jakaś hipokrytka,która załamała się na rzecz odmowy jakiegoś przypadkowego chłopaka.A no tak,cała ja-Dobra idę jeszcze raz i mi pomożecie w karze dla niego...
Wyjaśniłam im plan i wstaliśmy od stolika.
Był to strasznie głupi pomysł,ale chciałam za wszelką cenę poznać loczka...
No comments:
Post a Comment